„Jeśli wojny mogą być wywołane przez kłamstwo, to mogą być zatrzymane przez prawdę.”

Niektórzy powiadają, że żyjemy w czasach post-faktów, gdzie prawda jest subiektywna a fakty nie znaczą nic. Chyba, że są wykorzystane do wspierania swoich subiektywnych poglądów.

Kilka dni temu, były prezydent USA, Barack Obama został nagrodzony „najbardziej prestiżową nagrodą za służbę publiczną”. Mowa tutaj o nagrodzie nazwanej po książce Profiles in Courage autorstwa John F. Kennedyego.

Dla urzędnika, który podejmował odważne decyzje, bez względu na osobiste lub zawodowe konsekwencje.

Odważne decyzje? Bez względu na konsekwencje? Z pewnością tak bowiem Obama był pierwszym w historii prezydentem USA, który przez całą swoją kadencję prowadził kampanie wojenne. W samym 2016 r. zrzucając średnio 72 bomby dziennie. W 2013 r. republikański senator Lindsey Graham bez wiedzy CIA ujawnił informacje, mówiąc „Zabiliśmy 4700 ludzi… Czasami trafiamy niewinnych i nienawidzę tego ale jesteśmy w stanie wojny i zabijamy bardzo istotnych członków Al-Ka’idy” Graham miał na myśli bombardowania wykonywane przez drony. Nie jest więc tajemnicą, że zdalnie sterowane samoloty zabiły setki niewinnych, w tym dzieci. Czy wojna jest na prawdę uzdrowieniem i nową mową, a demokracja musi być używana jako termin ukrywający prawdziwą naturę stanu wojennego?


Dziedzictwo Baraka Obamy (czytaj więcej…)


Podczas gdy niezwykle zasłużony, czarnoskóry działacz Martin Luther King w 1963 r. powiedział podczas słynnej przemowy „Mam marzenie…”,  mając na myśli równość oraz prawdziwe demokratyczne swobody; to jedyne co ponad 50 lat później może powiedzieć Barack Hussein Obama jest stwierdzenie „Mam drony…”.