„Jeśli wojny mogą być wywołane przez kłamstwo, to mogą być zatrzymane przez prawdę.”

Pod koniec marca Trump i jego administracja zaczęła oznajmiać coś zupełni opozycyjnego w stosunku do dotychczasowej polityki USA wobec Syrii: „Status prezydenta Bashara al-Assada powinien być decyzją syryjskiego narodu” – Rex Tillerson, sekretarz USA na spotkaniu w Turcji.

Nie trzeba było długo czekać na odzew prowojennego sympatyka rebeliantów syryjskich, Johna McCaina „Jestem głęboko zaniepokojony pozycją Sekretarza Stanu oraz Ambasadora ONZ [Obalenie Assada nie jest już priorytetem USA] w sprawie przyszłości Assada […]”

Sam Trump niegdyś wyrażał się jasno: „Nie lubię Assada ale Assad zabija ISIS”

Przejdźmy teraz szybko do konkluzji… 4 kwietnia doszło do głośnego ataku chemicznym w Syrii, w prowincji Idlib. Liczba ofiar stale rośnie a w chwili pisania tego artykułu wynosiła ponad 74 osoby i znacznie więcej poszkodowanych. Mimo, iż nie przedstawiono jeszcze żadnych oficjalnych dowodów, kto jest odpowiedzialny za ten atak, media głównego nurtu krzyczą: „To Assad!”. Prezydent USA natychmiast uległ tej narracji mówiąc: „Chce powiedzieć, że ten atak na dzieci poważnie mnie uderzył, bardzo poważnie”, „Moje nastawienie w stosunku do Syrii i Assada bardzo się zmieniło”.


Szara prawda o Syryjskich Białych Hełmach (czytaj więcej…)


Nie ma dowodów na to, że sarinu użył rząd syryjski. Natomiast jest kilka poważnych poszlak i jeden miażdżący fakt, iż mogła to zrobić opozycja, która zresztą współpracuje z organizacjami uważanymi na całym świecie za terrorystyczne. Po pierwsze w 2015 roku Eren Erdem, turecki parlamentarzysta zeznał, iż trujący gaz bojowy sarin został przemycony drogą turecką do Syrii przez ISIS (wtedy jeszcze iracką Al-Kaide). Po tym zeznaniu Erdem mógł zostać skazany za zdradę i zmagał się z dziesiątkami gróźb. O podobnej sprawie mówił laureat Pulitzera, dziennikarz śledczy Seymour Hersh. „Hillary zezwoliła na wysłanie libijskiego gazu do syryjskich rebeliantów.” (Wywiad z Hershem odnośnie ataku z 2013 r.)

To podobna sytuacja jaka miała miejsce w 2013 roku. Do użycia dostarczonego z Arabii Saudyjskiej gazu przyznali się rebelianci. Dwanaścioro z nich zginęło nawet w przypadkowym wybuchu w tunelu.

Prezydent Assad, który od lat wzmaga się z wojną domową. Wojną zastępczą, którą toczy tak na prawdę z USA, Turcją, Arabią Saudyjską, Katarem i Izraelem. Stawia opór Państwu Islamskiemu, a ostatnio odzyskał Aleppo, wygrywa w Hamie, dobrze radzi sobie z radykalnymi islamistami. Teraz byłby totalnym idiotą rozkazując na użycie śmiercionośnego gazu (którego zresztą nie posiada).

Może niektórzy nie zanotowali tego w swojej świadomości ale USA już oficjalnie ma na terenie Syrii 400 jednostek specjalnych, a w planie jest wysłać kolejne 1000.

Wysoce prawdopodobne, ze Donald Trump miał szczere chęci pozbycia się ISIS z Syrii i rozwiązania tej sprawy raz na zawsze. Jednak doskonale wiemy, że plany na Syrię są ustalone od dawna: obalić Baszszara Assada, postawić pro zachodni rząd, dać możliwość wkroczenia wielkich korporacji na teren państwa a tym samym zasilić banki centralne.

„Psy wracające do swoich własnych wymiocin”

tak skomentował działania USA na bliskim wschodzie były ambasador UK, Peter Ford. I rzeczywiście czy opinia publiczna niczego nie nauczyła się po Iraku i Libii?

Nie ulegajmy propagandzie mającej usprawiedliwić kolejną wielką wojnę.


Jak zachód fałszował obraz działań Rosji w Syrii (czytaj więcej na efektsetnejmalpy.pl)