„Jeśli wojny mogą być wywołane przez kłamstwo, to mogą być zatrzymane przez prawdę.”

Czyli magia współczesnego Hollywood.

 

Plakat z filmu Metropolis

Plakat z filmu Metropolis

Rozpoczynając, chciałbym pokrótce raz na zawsze rozprawić się z mitem, jaki panuje wokół terminu okultyzm. Zazwyczaj, gdy słyszymy to słowo, pojawiają się bardzo negatywne konotacje. Dzieje się tak z kilku powodów. Po pierwsze, w szeroko pojętej kulturze ludzie przyzwyczajeni są do wiązania okultyzmu z magią, często negatywną, satanizmem, symbolami, tarotem, horoskopem, kwestiami, które traktując powierzchownie, można bardzo łatwo wyśmiać i tym samym zbagatelizować. Z drugiej strony, naturalnie ludzie boją się tego, czego nie znają, reagując na przeróżne sposoby. Nic dziwnego, ponieważ łacińskie słowo occultare znaczy: ukryty, tajemny, schowany. Occultare współgra z łac. oculus, które oznacza po prostu oko. Należy zrozumieć, że okultyzm to bardzo złożone i szeroko pojęte określenie. W ogromnej mierze to nauka o tym, jak działa ludzka psychika, jak działają prawa natury. Prawa natury obowiązujące w mikro i makrokosmosie.Oczywiście te tajemne nauki mają swe podstawy w starożytnej wiedzy. Szeroko pojęty okultyzm doskonale obrazuje znany symbol piramidy i wszystkowidzącego oka. Symbol ten ma bardzo złożone znaczenie. Jednym z nich jest budowa systemu w jakim żyjemy – systemu społeczno-ekonomiczno-politycznego. Piramida reprezentuje zarazem wiedzę oraz jej brak. Czym wyżej, tym większa wiedza, a jednocześnie wąskie grono ludzi posiadających ją. Wielki przemysłowiec, wolnomularz Henry Ford powiedział: Jeżeli ludzie w kraju rozumieliby naszą bankowość i system monetarny, wierzę, że przed jutrzejszym rankiem wybuchłaby rewolucja. Czyż nie wydaje się teraz znacznie sensowniejszy fakt, jakim jest odwrócenie uwagi i sprowadzenie do bzdurnych teorii rzeczywistego znaczenia tak zwanego okultyzmu? Okaże się to znacznie jaśniejsze po przeczytaniu tego artykułu.

 

Gwiezdne Wojny, Hollywood. Ogrom przemysłu filmowego. Niektórym z Was tego typu analiza kojarzyć się może z doszukiwaniem symboli wszystkowidzącego oka, sowy czy pentagramu, które to złowieszczy Iluminaci umieścili w filmach, snując swoje szatańskie plany! Popkultura znalazła miejsce dla tego typu teorii. O tym jednak innym razem.

 

Tylko 5 dni wystarczyło najnowszym Gwiezdnym Wojnom na przekroczenie progu 300 mln dolarów, co klasyfikuje je na pozycji najszybciej zarabiającego filmu w dziejach kina. Saga fascynuje, pobudza wyobraźnię, bez względu na wiek czy płeć. Jednak mało kto zdaje sobie sprawę ze światopoglądu, jaki składa się na struktury i spójność Gwiezdnych Wojen. Światopogląd oznacza po prostu nasz sposób myślenia o świecie bez zatrzymywania się na zastanawianie się o nim. Ryba nie musi myśleć o wodzie w jakiej pływa. Jednak struktura światopoglądu, jaki reprezentują olbrzymie produkcje kinowe, które bez wątpienia mają wpływ na nasze postrzeganie świata, jest rzeczywiście warte zatrzymania się i chociaż przez chwilę pochylenia głowy nad tym co takiego ukrywają.

 

Etymologia słowa Hollywood w dosłownym przekładzie to nic innego jak „magiczna różdżka”, taka sama, jaką posługiwali się starożytni Druidzi tworząc ją z ostrokrzewu. Taką różdżką posługiwali się również bohaterowie książki Harry Potter. [Holly – ostrokrzew, wood – drewno]. Oczywiście traktując to jako paralele, z całą pewnością można porównać hollywoodzkie produkcje do czarowania, kształtowania, hipnotyzowania, podrzucania archetypów myślowych, dezinformowania i propagandy. Wystarczy odrobina faktów historycznych. Wiemy, że w latach 50, korporacyjni oraz rządowi sponsorzy zlecili studiu Walt Disney Productions promocję polityki Atomy dla Pokoju. Powstał szereg filmów dokumentalnych. Między innymi klasyk, Duck and Cover. Dr. Thornton, znany astrofizyk, w liście do sekretarza Panelu Robetsona (panel sponsorowany przez CIA) Page’a Fredericka C. Duranta wyznał, iż pomógł stworzyć dokładnie według jego zaleceń serial CBS UFO: Friend, Foe, or Fantasy? (1966). Film ten miał wydźwięk, który zupełnie dyskredytował zjawisko niezidentyfikowanych obiektów latających. Jeśli by zajrzeć głębiej do króliczej nory, warto wspomnieć o książce-reportażu Finding Florida: The Truth history of the Sunshine State. Jej treść ujawnia niezwykle kontrowersyjną współpracę CIA oraz wytwórni Disney. Centralna Agencja Wywiadowcza pomagała Disney’owi zakupić ziemie po niezwykle zaniżonej cenie rynkowej, co zaowocowało budową dwóch parków Disney World. Na oficjalnej stronie CIA czytamy, że Robert Carey Broughton, znany filmowiec pracujący dla Walt Disney Productions, dołączył do U.S. Army i podczas Bitwy o Midway pomagał, cytuję: zwiększać morale i propagandę, dostarczać danych wywiadowczych, nagrywać historyczne zdarzenie. Oczywiście kogo innego można by zatrudnić do tego rodzaju pracy, jak nie doświadczonych filmowców. To jednak doskonale ukazuje fakt, iż kompleks militarno-przemysłowy współpracuje ze sobą na różnych szczeblach.

 

Wróćmy do samych Gwiezdnych Wojen. Zapewne gdyby nie Joseph Campbell, religioznawca, mitoznawca i jego znacząca książka Bohater o tysiącu twarzy, dziś nie byłoby Star Wars’ów. Nie byłoby też schematu jakim wyraźnie posługuje się korporacyjny przemysł filmowy. Lucas wielokrotnie powtarzał: Campbell jest moim najdroższym przyjacielem, mentorem, jego myśl była inspiracją dla mnie. Autor w swoich analizach mitów i religii, wypatruje wspólnych cech składających się na archetyp bohatera. Struktura jego doświadczeń i podróży, pozostaje niezmienna od tysięcy lat, bez względu na religię czy dany mit. Campbell nazwał to zjawisko monomitem. Tak więc saga Gwiezdnych Wojen ma swój scenariusz zbudowany na bazie potężnego monomitu. Anakin Skywalker został poczęty w jakiś cudowny sposób (podobnie jak pewien dobrze znany bohater). Przepowiednie głosiły, że jest wybrańcem.

 

Diagram drogi bohatera

Według Campbella, monomit cechuje kilka wspólnych faz podróży i tak w przypadku Luke (od light – światło) oraz Anakina Skywalker’a (spacerujący po niebie) mamy etap wezwania do podróży, gdzie pojawia się też motyw zwątpienia (wujek Luka namawia go do pozostania na Tatooine). Zaraz potem następuje faza konfrontacji z mentorem – Obi-Wan mówi Skywalkerowi, że jest rycerzem Jedi, co ma na niego ogromny wpływ. Dalsze etapy możemy prześledzić według diagramu. Oczywiście nie wszystkie punkty muszą się dokładnie pokrywać. Szybko okazało się, że George Lucas oraz jego producenci korzystając ze znanych schematów systemowych odnieśli olbrzymi sukces. Wielkie i te drobniejsze implementacje, jak chociażby czołówka znana z serialu Flash Gordon (1936 r.), którego to Gwiezdne Wojny są tak naprawdę dużą aktualizacją z domieszką filmów Kurosawy. Schemat postaci Hana Solo jest dobrze znanym archetypem bohatera, przykładowo z filmu Przeminęło z Wiatrem. Oczywiście zupełnie przypadkowo Imperium Kontratakuje, miało dokładnie taki sam plakat. C3PO to nic innego jak odpowiednik robota Futura z filmu Metropolis (1927 r.). Podobieństwa nie kończą się na wyglądzie robotów. Naukowiec z Metropolis oraz Anakin Skywalker, zbudowali niemal identyczne roboty. Oboje mają mechaniczną rękę. Obydwoje kochali kobiety, które zmarły podczas narodzin ich dzieci. Gwiezdne wrota z Kurtem Russellem to wersja s-f filmu Człowiek, który chciał być królem. Kto widział oba te filmy, bez trudności dostrzeże tę zależność. Również kopią tego samego filmu jest animacja dla dzieci Droga do El Dorado. To jeden i ten sam scenariusz z gnostycznymi wpływami, przedstawiony na trzy, wcale nie tak rożne sposoby. Zwróćmy uwagę na zależność występującą w Dark City, Requiem for a Dream i House of Sand and Fog. Gra tam ta sama aktorka, która wcieliła się w żonę Noe’go w gnostycznym filmie Noe: Wybrany przez Boga. Co jeszcze łączy te filmy? Fascynująca scena na moście (link). Każdy kto widział Przebudzenie mocy, wie, że kluczowa scena filmu odbyła się na pomoście.

 

Łowca Androidów, Piąty Element, trylogia Matrix, Władca Pierścieni, Dark City, Batman, Metropolis, Król Lew, Piękna i Bestia, Avatar, Pocahontas, Dr. Strangelove, pierwszy film Lucasa THX 1138 i wiele wiele innych łączy masa podobieństw. Często to bardzo dziwne podobieństwa, wręcz kopie. Dziwne, ponieważ wykraczają po za ramy zjawiska zwanego inspiracją. Szczegóły te zdają się być pewnego rodzaju mantrą, systemem, wzorem powtarzanym niezwykle często.

Czołówka Gordon Flash i Star Wars

Plakaty, Przeminęło z Wiatrem i Imperium kontratakuje

Robot z Metropolis, wczesny koncept C3PO, rzeczywisty C3PO

Naukowiec z Metropolis, Anakin Skywalker i ich mechaniczna dłoń

W 2007 r. niejaki Christopher Vogler zainspirowany pracami wcześniej wspomnianego Campbella, napisał przewodnik dla pisarzy pt. Podróż autora. Struktury mityczne dla scenarzystów i pisarzy. Osobiście nie czytałem tej książki, ale z całą pewnością Vogler podchwytuje kanon fenomenu jakim jest monomit. I tak oto chciałbym na chwile powrócić do filmu Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy. Fenomen tej części sagi ukazał pewną ciekawą zależność. Najnowszy epizod do granic możliwości bazuje na wszystkich wcześniej opisanych kwestiach. Mało tego, jest wręcz swoją własną, wewnętrzną kopią. W pełni zastosowany zostaje kanoniczny kompleks Edypa [po raz kolejny odsyłam do monomitu i książki Bohater o tysiącu twarzy] – Kylo Ren zabija swojego ojca, Hana Solo. Zahipnotyzowani fani i krytycy kopię tę nazwali hołdem, wystawiając przebudzeniu mocy ocenę głównie wysoką. [Jeśli ktoś chce zobaczyć jak wygląda prawdziwy hołd kinematografii proponuję zobaczyć to wideo]. Widzowie mają tylko jedno wielkie zastrzeżenie – Kylo Ren nie był wystarczająco zły. Po zabiciu ojca jego moce wyraźnie osłabły. Według większości widzów Kylo Ren jest pośmiewiskiem dla ciemnej strony mocy. Nawet watykańska gazeta osservatoreromano.va w swojej recenzji Gwiezdnych Wojen pisze: Najpoważniejszą wadą filmu jest to, że czarne charaktery nie są wystarczająco złe. Nie dziwi brak zadowolenia fanów gdyż akurat ten motyw odbiega od ogólnie przyjętego kanonu, mantry, systemu…

 

Mijają tysiące lat, historia ludzkości ukazała setki mitów, wiele systemów religijnych, jednak potrzeba walki dobra ze złem pozostaje wciąż niezmienna. A przynajmniej przekaz blockbusterów (kasowych filmów) propaguje taki właśnie tok myślenia. Campbell promując ściśle gnostyczne zależności, niejednokrotnie gloryfikuje rolę szatana w biblii. Tego samego Boga, którego chrześcijanie uważają za najwyższy byt i nieskończone dobro, gnostycy mają za oprawcę i ciemiężcę, ponieważ uwięził on ludzi w materialistycznym świecie. Natomiast biblijny wąż jest dla nich wybawcą. Oczywiście saga Star Wars, jako rekreacja klasycznych kosmicznych zagadnień nie odnosi się do chrześcijańskiego Boga stwórcy, a z chrześcijańskiego punktu widzenia ma zupełnie pogańskie podejście, ponieważ czci naturę. Obi-Wan mówi: moc to siła, energia która tworzy i przenika wszystkie żywe istoty. Luke Skywalker znajduje moc w sobie, nie otrzymuje jej zewnątrz od Boga. Ma ufać własnym emocjom. Dobro jest relatywne. „Niech Bóg będzie z tobą” zastąpione zostało słynnym „niech moc będzie z tobą”. Taki sposób postrzegania świata płynie z konkluzją do jakich doszedł Carl Jung w teorii nieświadomości zbiorowej a co za tym idzie pola morfogenetycznego. Zaskoczeniem nie jest więc fakt, iż Joseph Campbell tworząc monomit był pod ogromnym wpływem, definitywnie antychrześcijańskiego Junga.

 

W taki oto sposób, silnie w nas zakorzeniony program wciąż jest propagowany. Rzeczywiście czuć możemy się niczym ryba w wodzie. Niegdyś George Lucas powiedział: Wszyscy wiedzą, że największym zagrożeniem dla wolności nie jest przeciętny przestępca na ulicy a monolityczne wszechmocne imperium. Tym razem w Przebudzeniu Mocy, imperium to występuje pod nazwą „Największy porządek”.

 

Historia imperium sięga senatora Palpatine – mało znany człowiek z Naboo tworzy sponsorowane ataki terrorystyczne spod znaku fałszywej flagi. Następnie udaje ofiarę, co w dalszym etapie pomaga mu zbudować potężne imperium. W 1971 r. Lucas stworzył film THX 1138 mocno inspirowany powieścią Aldous’a Huxley’a – Nowy wspaniały świat. THX 1138 pokazuje świat, który jest następstwem imperialistycznej polityki. Po raz kolejny, fantastyka, którą rozumieją nawet dzieci, odzwierciedla rzeczywistość.

W Przebudzeniu Mocy poznajemy Ray, kobietę która wykazuje niezwykłe zdolności – jest delikatna, a jednocześnie waleczna. Nie mniej uzdolniona od samego starego wyjadacza Hana Solo. Ray niezwykle szybko uczy się posługiwać mocą. Z pewnością szybciej niż sam wielki Luke Skywalker. Oczywiście w ostatnim czasie panuje pewien trend w Hollywood. Trend na promowanie niezwykle silnych kobiet. Wystarczy spojrzeć na inne topowe filmy jak np. Mad Max, Jurassic World. Bez wątpienia zależność ta nabiera pełnego sensu, gdy uzmysłowimy sobie, że w obecnej historycznej militarnej transformacji Ameryki, kobietom otwiera się wszystkie stanowiska bojowe. Sekretarz Ashton B. Carter ogłosił (link): Kobiety będą mogły teraz wykonywać wszystkie czynności militarne do jakich nie dopuszczano ich wcześniej. Dopuści się je do kierowania czołgiem, obsługi mortarów, będą mogły dowodzić żołnierzami podczas walki. Otworem stoi Navy Seals, Zielone berety oraz wszystkie inne funkcje, które wcześniej były niedostępne dla kobiet, zostają otwarte”. Żeby było jasne i oczywiste – dla mnie kobiety nie są gorsze, ani też lepsze od mężczyzn. Chcę jedynie zwrócić uwagę na propagandę! Pentagon zwyczajnie potrzebuje żołnierzy, a jak wiemy w ostatnim czasie kwestia ta przeżywa prawdziwy kryzys. Uderz w stół a nożyce się odezwą – artykuł na wysokieobcasy.pl Bohaterka nowych gwiezdnych wojen nie potrzebuje trzymać faceta (link).

 

Wszyscy marudni sceptycy którzy myślą, iż przemysł filmowy to niewinna rozrywka, a umysł ich został nietknięty przez przeróżne bodźce zewnętrzne, ci zostali najbardziej zwiedzeni. Fikcja to idealne medium do przeprogramowania umysłu i podrzucania gotowego światopoglądu. To kapitalny trik na to aby każdy z nas czuł się z otaczającą nas rzeczywistości niczym przysłowiowa ryba w wodzie. Ryba, która nie rozmyśla nad wodą w której pływa.

autor: Windu12 edit: Tolkiena Ochnio